agataSeria Any Campoy „Alfred i Agatha” tworzy alternatywną rzeczywistość, w której Agatha Cristie i Alfred Hitchcock są równolatkami, oboje mieszkają w Londynie i poznają się tam jako dzieci. I oczywiście zaczyna się kryminał.

Tłumaczenie pierwszej części, „Zagadki złotych figurek”, odziedziczyłam po Karolinie Dąbrowskiej, moja jest tylko końcówka.

Alfred, Agatha i Pysia dotarli pod bramę wielkiej ptaszarni. Konstrukcja wyglądała na olbrzymią już wtedy, gdy Agatha oglądała ją z okna, ale gdy znaleźli się tuż pod nią, wydała się wręcz gigantyczna.

W środku ptaki spokojnie odpoczywały w swoim bezpiecznym schronieniu i zupełnie nie zwracały uwagi na gości. Agatha wsunęła nos między pręty, aby dokładnie rozejrzeć się po klatce. Bujna roślinność zarastała prawie wszystkie kąty, z wyjątkiem tego, w którym znajdowało się urocze oczko wodne.

Zupełnie nic stąd nie widzę – zwróciła się do Alfreda i Pysi. – Powinniśmy wejść do środka.

My? – przerwał Alfred kąśliwie. – Ja już dzisiaj narażałem życie. Wydaje mi się, że sprawiedliwie będzie, jeśli teraz ty to zrobisz. Poza tym, spędziłem już za dużo czasu za kratkami, żeby się tam pchać na ochotnika.

Agatha przemyślała argumenty przyjaciela i przyznała mu rację. Pamiętała jednak, co się wydarzyło tamtej nocy, gdy duch starszej pani Elster wszedł do klatki. Nie miała najmniejszej ochoty, żeby zaatakowały ją ptaszyska. Westchnęła w duchu i odsunęła żelazną zasuwę. Bramka otworzyła się z lekkim skrzypnięciem. Dziewczynka szybko wślizgnęła się do środka, a Alfred zamknął za nią drzwiczki.

Ptaszarnia oglądana z wewnątrz, a nie przez żelazne pręty, robiła jeszcze bardziej niepokojące wrażenie. Agatha czuła się jak niechciany gość w klatce dzikich bestii. Uniosła delikatnie jeden z lakierków i zamierzała zrobić pierwszy krok po żwirowym podłożu. Ale nie zdążyła.

Ogłuszające skrzeczenie zapowiadało zbliżający się atak. W zaledwie kilka sekund ciemna chmura piór i skrzydeł otoczyła i zupełnie pochłonęła Agathę. Pysia zaczęła szczekać, aby przestraszyć te wstrętne stworzenia, ale na nic się to nie zdało. Ptaszyska nic sobie nie robiły ze szczekania suczki.

Część druga, „Srebrny szyling”, jest już w całości przetłumaczona przeze mnie.

Alfred siedział w szklarni i niecierpliwie czekał, aż Agatha skończy lekcje. Założył swoją najlepszą, niedzielną marynarkę, porządnie wypastował buty, a nawet podebrał tacie nieco brylantyny, żeby elegancko ułożyć włosy. Zwykle nie stroił się tak w odwiedziny do państwa Millerów, ale była to specjalna okazja: Agatha obiecała mu, że pójdą poznać kogoś niezwykłego. To miała być niespodzianka.

Tego ranka Alfred był wyjątkowo zadowolony nie tylko z powodu oczekiwanej wizyty. Poprzedniego dnia w szkole imienia świętego Ignacego uroczyście obchodzono zakończenie roku i otrzymał swoje świadectwo. Rodzice nie mogli wyjść z podziwu, gdy Alfred wszedł do ich sklepu spożywczego i zaprezentował dyplom z czterema szóstkami. Dumny pan Hitchcock otworzył szufladę z pieniędzmi, wyjął błyszczącą monetę jednoszylingową i podał ją synowi.

Mam nadzieję, że właściwie z niej skorzystasz – powiedział, po czym wręczył mu monetę z taką galanterią, jakby właśnie mianował go na rycerza.

Alfred zacisnął szylinga w dłoni, dłoń schował do kieszeni i tak poszedł do domu. Czuł chłód monety na spoconej skórze. Nawet podczas kolacji wciąż wodził opuszkami palców po wypukłościach pieniążka. A wieczorem, gdy już się przebrał w piżamę, wyciągnął szylinga z kieszeni marynarki i włożył go pod poduszkę. Żeby przypadkiem nie wyparował, gdy jego właściciel będzie spał.

W trzeciej części pojawia się Alma Reville, przyszła asystentka i żona Hitchcocka, oraz Tomas Edison.

– Agatha Miller? Z Bayswater?

– Tak, zgadza się – odpowiedziała nieco zaskoczona dziewczynka. – Czyżby słyszał pan o mnie?

Pan Edison zaczął śmiać się tak głośno, że słychać go było w całym korytarzu. Dzieci spojrzały na siebie niepewnie. Agatha pomyślała, że mężczyzna mógł słyszeć o istnieniu Miller & Jones i o ich skuteczności w rozwikływaniu spraw kryminalnych, ale nie rozumiała, dlaczego miałoby to wzbudzić w nim taką wesołość. W końcu dżentelmen uspokoił się i wyciągnął chusteczkę, aby osuszyć czoło. Potem spojrzał na dziewczynkę z zachwytem i postanowił wyjaśnić powody swojego rozbawienia.

– Proszę wybaczyć, panienko Miller, ale to przypadkowe spotkanie jest dla mnie niezwykłe i wyjątkowe – pulchne dłonie mężczyzny drżały z emocji. – Mam nieopisaną przyjemność być w bliskiej przyjaźni z wujem panienki, znakomitym archeologiem, Montym Bohermerem!

Agatha uniosła brwi tak wysoko, że zlały się z jej jasną grzywką. Spojrzała na prawo, aby upewnić się, czy Alfred też to usłyszał, ale jej przyjaciel pozostawał w stanie oszołomienia i nie zareagowałby nawet, gdyby ktoś ukłuł go szpilką.

– Monty jest bez wątpienia największym odkrywcą w całej Anglii – ciągnął pan Edison. – Opowiadał mi o panience wiele razy i doprawdy dziwię się, że do tej pory nie mieliśmy okazji się poznać.

Agatha nie mogła uwierzyć w ten zbieg okoliczności, choć na dobrą sprawę nie było w nim nic dziwnego. Jej wujek obracał się wśród wielu ważnych, a także ekstrawaganckich osób. Było całkiem możliwe, że sławny wynalazca, jakim był pan Edison, utrzymywał z nim przyjacielskie stosunki. Dziewczynka uśmiechnęła się z zadowoleniem.

– A więc zna pan wujka Monty’ego.

– Nie tylko znam. Wiąże nas serdeczna przyjaźń, odkąd przed laty, w Afryce, uratował mi życie. Niestety widujemy się stanowczo zbyt rzadko ze względu na jego ciągłe podróże i moje wyjazdy do Ameryki. Ale stale ze sobą korespondujemy.

Książki ukazują się w wydawnictwie Akapit Press.

Bajkochłonka twierdzi, że są fajne (a przynajmniej pierwsza część).